Są miejsca, które z założenia powinny kojarzyć się z
bezpieczeństwem. Dom, niewielka miejscowość, szkoła. To przestrzenie
codzienności, w których człowiek powinien czuć się spokojnie, ponieważ zna
obowiązujące w nich zasady. Właśnie dlatego wykorzystanie takiego miejsca jako
tła mrocznej historii może wywoływać większy niepokój niż umieszczenie akcji w
przestrzeni od początku kojarzącej się z zagrożeniem. Pan Sebastian Imielski w powieści „Szkoła
na wzgórzu” wykorzystuje szkołę oraz zamkniętą społeczność, aby
stworzyć historię, w której pozorna zwyczajność stopniowo zaczyna pękać. Pod
jej powierzchnią kryją się tajemnice, dawne wydarzenia i pytania, na które nie
wszyscy chcą odpowiadać.
„Szkoła na wzgórzu” jest thrillerem, który
można czytać przede wszystkim dla zagadki kryminalnej i napięcia, jednak byłoby
niesprawiedliwe sprowadzenie tej powieści wyłącznie do pytania o rozwiązanie
tajemnicy. Znacznie ciekawsze okazuje się to, co dzieje się wokół niej. Autor
pokazuje społeczność, w której przeszłość nie została naprawdę przepracowana.
Można próbować o niej nie mówić, można udawać, że pewne wydarzenia zostały
zapomniane, ale milczenie nie sprawia, że przestają istnieć. Przeciwnie –
czasami właśnie dzięki milczeniu przeszłość zyskuje największą władzę nad
teraźniejszością.
Głównym bohaterem powieści jest Sylwester Cichy, który
rozpoczyna pracę jako nauczyciel języka polskiego w szkole w Sławinie. Przyjazd
do nowego miejsca powinien oznaczać początek kolejnego etapu jego życia.
Początkowo nic nie wskazuje na to, że szkoła stanie się dla niego przestrzenią
znacznie bardziej niebezpieczną, niż można byłoby przypuszczać. Stopniowo
jednak Cichy zaczyna dostrzegać rzeczy, które nie pozwalają mu pozostać
obojętnym. Ważną rolę odgrywa tutaj samo środowisko szkolne. Szkoła jest
miejscem szczególnym, ponieważ łączy wiele różnych światów. Są w niej
nauczyciele, uczniowie, dyrekcja i rodzice. Istnieją formalne zasady, ale obok
nich funkcjonują również zasady niepisane. Każda taka społeczność tworzy własną
hierarchię. Jedni posiadają większy wpływ, inni pozostają podporządkowani. Nie
wszystkie konflikty wychodzą na powierzchnię, nie wszystkie problemy zostają
nazwane. Placówką kieruje małżeństwo Mechów. Już samo przedstawienie szkoły
jako miejsca posiadającego własną strukturę zależności sprawia, że czytelnik
zaczyna się zastanawiać, jak wiele może pozostawać niewidoczne dla osoby
przychodzącej z zewnątrz. Cichy właśnie taką osobą jest. Nie zna wszystkich
dawnych historii i powiązań. Dzięki temu może dostrzec to, co dla innych stało
się normalnością.
Sytuacja zmienia się dramatycznie, kiedy znika jedna z
uczennic. Zaginięcie młodej dziewczyny staje się punktem, od którego zwyczajna
szkolna rzeczywistość zaczyna odsłaniać swoje drugie oblicze. Cichy nie potrafi
przejść obok tej sprawy obojętnie. Zaczyna interesować się wydarzeniem, zadawać
pytania i szukać informacji. Wtedy teraźniejszość spotyka się z przeszłością.
Okazuje się bowiem, że dwadzieścia pięć lat wcześniej
zaginęła inna dziewczyna, której nigdy nie odnaleziono. Dwa wydarzenia
oddzielone ćwierćwieczem zaczynają tworzyć niepokojący wzór. Czy jest to
przypadek? Czy pomiędzy sprawami istnieje związek? A jeżeli istnieje, dlaczego
przez tyle lat nikt nie dotarł do prawdy? Ten element fabuły jest niezwykle
charakterystyczny dla dobrego thrillera. Zagadka nie dotyczy już tylko tego, co
dzieje się obecnie. Bohater musi zacząć odkopywać historię miejsca, w którym
się znalazł. Każda odpowiedź może prowadzić do kolejnego pytania, a osoby,
które początkowo wydawały się nieistotne, mogą posiadać wiedzę mającą ogromne
znaczenie. Cichy rozpoczyna własne dochodzenie, a pomaga mu dziennikarz Karol
Zawada, który przed laty zajmował się wcześniejszym zaginięciem. To połączenie
dwóch perspektyw – nauczyciela znajdującego się wewnątrz szkolnego środowiska
oraz dziennikarza pamiętającego dawną sprawę – pozwala stopniowo łączyć
elementy przeszłości i teraźniejszości.
Jednym z najciekawszych motywów „Szkoły na wzgórzu”
jest dla mnie właśnie pamięć. Człowiek często zakłada, że czas rozwiązuje
problemy. Mówimy, że pewne wydarzenia należą do przeszłości, że trzeba żyć
dalej, że po wielu latach nie ma sensu wracać do dawnych spraw. Ale czy czas
rzeczywiście może unieważnić krzywdę? Jeżeli ktoś zaginął, rodzina nie
otrzymała odpowiedzi, a sprawa pozostała niewyjaśniona, upływ kolejnych lat nie
sprawia przecież, że pytania znikają. Zmieniają się jedynie ludzie, którzy je
zadają. W powieści Pana Imielskiego przeszłość można potraktować niemal jak
kolejnego bohatera. Jest niewidoczna, a jednak stale obecna. Wpływa na
zachowania ludzi i atmosferę miejsca. Powraca wtedy, kiedy najmniej jest
oczekiwana. To, co miało zostać pogrzebane, zaczyna wychodzić na powierzchnię. Szczególnie
mocno wiąże się z tym motyw milczenia.
Milczenie samo w sobie nie musi oznaczać winy. Człowiek może
milczeć ze strachu. Może nie być pewny tego, co widział. Może obawiać się
konsekwencji. Może uznać, że dana sprawa go nie dotyczy. Problem zaczyna się
jednak wtedy, kiedy milczenie wielu osób tworzy system pozwalający ukrywać
prawdę. W małych społecznościach takie mechanizmy mogą działać szczególnie
silnie. Ludzie znają się od lat. Łączą ich więzi rodzinne, zawodowe i
towarzyskie. Jedna osoba zna tajemnicę drugiej, ktoś komuś kiedyś pomógł, ktoś
inny posiada wobec kogoś zobowiązanie. W takiej rzeczywistości ujawnienie
prawdy może oznaczać znacznie więcej niż rozwiązanie jednej zagadki. Może
zachwiać całym układem relacji.
Dlatego jednym z najważniejszych pytań pojawiających się
podczas lektury nie jest dla mnie wyłącznie: „Co się wydarzyło?” Znacznie
bardziej interesujące brzmi: „Kto wiedział?” A zaraz po nim pojawia się
kolejne: „Dlaczego milczał?”
To właśnie takie pytania sprawiają, że thriller przestaje
być prostą zabawą z czytelnikiem polegającą na odnalezieniu sprawcy. Zaczyna
dotyczyć ludzkich wyborów.
Można przecież nie uczestniczyć bezpośrednio w złu, a mimo
to pozwolić mu istnieć. Wystarczy odwrócić wzrok. Nie zadać pytania. Uznać, że
lepiej się nie mieszać. Powiedzieć sobie, że prawdopodobnie ktoś inny zajmie
się sprawą. W tym kontekście bardzo ważna staje się postać Sylwestra Cichego.
Jego siła nie polega na tym, że posiada wszystkie odpowiedzi. Przeciwnie –
znajduje się w miejscu, którego historii dopiero się uczy. Jego najważniejszą
cechą okazuje się niezgoda na obojętność. Cichy pyta tam, gdzie inni woleliby
pozostawić ciszę. A zadawanie pytań może być niebezpieczne. W thrillerach
często największe zagrożenie pojawia się nie wtedy, gdy bohater niczego nie
wie, ale właśnie wtedy, gdy zaczyna rozumieć zbyt wiele. Dopóki pozostaje
obojętny, nie stanowi dla nikogo problemu. Dopiero kolejne odkrycia sprawiają,
że może naruszyć porządek budowany przez lata.
„Szkoła na wzgórzu” opowiada więc również o
cenie ciekawości i cenie prawdy. Lubimy mówić, że prawda zawsze jest wartością.
W rzeczywistości prawda potrafi być destrukcyjna. Może zniszczyć reputację,
relacje, kariery i wyobrażenie o ludziach, których znaliśmy przez całe życie.
Może sprawić, że trzeba będzie na nowo ocenić własną przeszłość. Nie oznacza to
jednak, że należy z niej rezygnować. Wręcz przeciwnie. Im bardziej ktoś próbuje
ukryć prawdę, tym ważniejsze staje się pytanie o powód tego milczenia.
Interesujący jest także sam tytuł powieści. „Szkoła na
wzgórzu” brzmi początkowo niemal niewinnie. Można wyobrazić sobie
budynek stojący ponad miejscowością, widoczny z daleka, będący jednym z jej
najważniejszych punktów. Jednak wraz z rozwojem historii znaczenie tytułu może
stawać się coraz bardziej niepokojące. Wzgórze jest miejscem znajdującym się
ponad otoczeniem. Z jego szczytu można wiele zobaczyć. Paradoksalnie szkoła
znajdująca się wysoko może jednocześnie skrywać rzeczy, których przez lata nikt
nie chciał dostrzec. To interesująca sprzeczność: miejsce widoczne dla
wszystkich może przechowywać tajemnice niewidoczne dla większości. Równie
istotny jest wybór szkoły jako centrum kryminalnej historii. Gdyby akcja
rozgrywała się w opuszczonym domu czy odizolowanym lesie, czytelnik od początku
spodziewałby się zagrożenia. Szkoła działa inaczej. Jest znajoma. Każdy zna
dźwięk szkolnego korytarza, klasy, pokoju nauczycielskiego czy dzwonka. I
właśnie ta zwyczajność potęguje niepokój.
Najbardziej przerażające nie jest bowiem zło, które od
początku wygląda jak zło. Znacznie bardziej przeraża możliwość, że może ono
przez lata funkcjonować obok codzienności. Ludzie mogą rano przychodzić do
pracy, prowadzić rozmowy, pić kawę, prowadzić lekcje, wracać do swoich domów i
jednocześnie nosić w sobie wiedzę dotyczącą wydarzeń, o których nigdy nie
zdecydowali się powiedzieć. To jeden z powodów, dla których zamknięta
społeczność tak dobrze sprawdza się w thrillerze. Czytelnik zaczyna podejrzewać
niemal każdego. Każda rozmowa może posiadać drugie znaczenie. Każde
przemilczenie zaczyna zwracać uwagę. Człowiek, który wydaje się sympatyczny,
może coś ukrywać, ale równie dobrze podejrzane zachowanie może mieć zupełnie
niewinne wyjaśnienie.
Autor może dzięki temu prowadzić z czytelnikiem grę. Odbiorca
próbuje wyprzedzić bohatera, tworzy własne teorie, ocenia postacie i zastanawia
się, które informacje są naprawdę ważne. Dobry thriller wykorzystuje właśnie tę
potrzebę. Nie pozwala czytelnikowi pozostawać biernym obserwatorem. Zmusza go
do nieustannego analizowania wydarzeń. Istotny jest również psychologiczny
wymiar strachu. Zagrożenie nie musi przyjmować postaci bezpośredniej przemocy.
Czasami znacznie skuteczniejsza jest świadomość, że ktoś wie o naszych
działaniach. Że jesteśmy obserwowani. Że pytanie, które zadaliśmy, wywołało
reakcję, której się nie spodziewaliśmy. Niepewność działa na wyobraźnię mocniej
niż jednoznaczność. Dopóki nie wiadomo, komu można ufać, nawet pozornie
zwyczajna rozmowa może stać się źródłem napięcia. W takim świecie bohater musi
nie tylko poszukiwać prawdy, ale również nieustannie oceniać ludzi znajdujących
się wokół niego. Ważnym elementem książki jest też zderzenie jednostki z grupą.
Jedna osoba może zacząć zadawać pytania, ale grupa posiada ogromną siłę. Może
ignorować, wyśmiewać, podważać wiarygodność albo próbować przekonać człowieka,
że widzi problem tam, gdzie go nie ma. Wtedy pojawia się niezwykle ważne
pytanie: jak długo jesteśmy gotowi ufać własnym obserwacjom, jeśli wszyscy
wokół przekonują nas, że się mylimy? To problem wykraczający poza ramy
kryminału. Dotyczy ludzkiej psychiki. Człowiek jest istotą społeczną i
naturalnie poszukuje potwierdzenia swoich ocen u innych. Jeżeli wszyscy reagują
inaczej niż on, może zacząć podważać własny osąd. Dlatego bohater poszukujący
prawdy potrzebuje nie tylko inteligencji, ale również odwagi. Nie chodzi przy
tym o odwagę rozumianą jako brak strachu. Znacznie ciekawsza jest odwaga
człowieka, który boi się, ale mimo wszystko nie rezygnuje.
Można również zastanowić się, dlaczego historie dotyczące
zaginięć są tak mocno oddziałującym motywem literatury kryminalnej. Morderstwo,
choć tragiczne, daje pewność dotyczącą losu ofiary. Zaginięcie pozostawia
pustkę. Nie ma odpowiedzi. Nie wiadomo, czy należy mieć nadzieję, czy rozpocząć
żałobę. Dla bliskich osoby zaginionej czas może w pewnym sensie się zatrzymać. Każda
wiadomość może być przełomem. Każdy telefon może przynieść odpowiedź. Każde
nowe odkrycie może obudzić nadzieję, która wcześniej niemal wygasła. Jeżeli
natomiast po wielu latach dochodzi do podobnego wydarzenia, przeszłość
natychmiast ożywa. To, co zostało uznane za dawną tragedię, nagle może okazać
się częścią większej historii. I właśnie tutaj „Szkoła na wzgórzu” wykorzystuje
jeden z najbardziej interesujących mechanizmów thrillera – powtarzalność.
Dwadzieścia pięć lat to wystarczająco długo, aby zmienili
się ludzie, szkoła i miejscowość. Jednocześnie jest to czas wystarczająco
krótki, aby nadal żyły osoby pamiętające wcześniejsze wydarzenia. Przeszłość i
teraźniejszość zaczynają się więc przenikać. Czy współczesne wydarzenia są
konsekwencją dawnych? Czy ktoś powtarza wcześniejszy schemat? Czy odpowiedź na
teraźniejszą zagadkę znajduje się w historii sprzed ćwierćwiecza? Takie pytania
podtrzymują napięcie, ponieważ czytelnik wie, że rozwiązanie może wymagać
spojrzenia znacznie dalej niż na ostatnie wydarzenia. Książka skłania również
do refleksji nad odpowiedzialnością dorosłych za młodych ludzi. Szkoła powinna
być przestrzenią, w której dziecko może liczyć na ochronę. Kiedy właśnie z
takim miejscem zaczynają wiązać się tajemnice i zagrożenie, naruszona zostaje jedna
z podstawowych zasad bezpieczeństwa. Dorosły posiada przewagę wynikającą z
wieku, doświadczenia i pozycji. Młody człowiek musi w pewnym stopniu ufać
systemowi stworzonemu przez dorosłych. Jeśli ten system zawodzi, konsekwencje
mogą być dramatyczne. Dlatego zaginięcie uczennicy nie jest wyłącznie elementem
kryminalnej układanki. Jest również symbolem porażki świata dorosłych, którzy
mieli zapewniać bezpieczeństwo.
Można powiedzieć, że w powieści Pana Imielskiego prawdziwa
tajemnica nie znajduje się wyłącznie w odpowiedzi na pytanie o los zaginionych
osób. Tajemnicą pozostaje również mechanizm, który pozwala pewnym wydarzeniom
przez lata pozostawać niewyjaśnionymi. To właśnie najbardziej niepokoi. Jednego
człowieka można się bać. Znacznie trudniej poradzić sobie ze świadomością, że
problem może być większy niż pojedyncza osoba. „Szkoła na wzgórzu”
pokazuje także, jak złudne może być pierwsze wrażenie. Nowe miejsce oglądane
oczami przybysza wydaje się początkowo zwyczajne. Dopiero z czasem drobne
elementy zaczynają do siebie nie pasować.
Tak również często budowany jest strach w rzeczywistym
życiu. Najpierw pojawia się niewielki dyskomfort. Coś wydaje się dziwne, ale
trudno określić, dlaczego. Potem dochodzi kolejny szczegół. Następnie następny.
W pewnym momencie człowiek uświadamia sobie, że to, co brał za przypadek, może
nim nie być. Właśnie wtedy rodzi się prawdziwy lęk. Nie z pewności. Z
podejrzenia. Dlatego pozycję tę można czytać jako historię o odkrywaniu
kolejnych warstw rzeczywistości. Pierwsza jest zwyczajna. Druga budzi niepokój.
Pod trzecią znajdują się wydarzenia sprzed lat. A im głębiej bohater próbuje
dotrzeć, tym trudniejsze staje się wycofanie. Prawda posiada bowiem szczególną
właściwość: kiedy człowiek zobaczy jej fragment, trudno ponownie udawać, że
niczego nie wie. To chyba jedna z najmocniejszych refleksji, jakie może
pozostawić ta powieść. Cichy mógłby przecież uznać, że sprawa go nie dotyczy.
Jest nauczycielem, a nie policjantem. Mógłby wykonywać swoją pracę i pozostawić
śledztwo odpowiednim służbom. Jednak wtedy musiałby zaakceptować własną
obojętność. Jego zaangażowanie pokazuje więc konflikt pomiędzy bezpieczeństwem
a sumieniem. Czasami najbezpieczniej jest nie wiedzieć. Jeżeli już jednak
wiemy, pojawia się odpowiedzialność.
Co zrobić z poznaną prawdą? Czy powiedzieć o niej innym? Czy
zaryzykować własny spokój? Czy walczyć o odpowiedź dotyczącą człowieka, którego
właściwie się nie zna? Takie pytania sprawiają, że kryminalna historia nabiera
wymiaru moralnego. Ważną rolę odgrywa również Karol Zawada. Jego obecność
przypomina, że niektórych historii nie można całkowicie zamknąć. Dziennikarz,
który przed laty interesował się pierwszą sprawą, staje się łącznikiem pomiędzy
tym, co wydarzyło się dawniej, a tym, co dzieje się obecnie. Dzięki temu
śledztwo Cichego nie rozpoczyna się od zera. Istnieją ślady, wspomnienia i
ludzie, którzy coś pamiętają. Ale pamięć jest zawodna. Po dwudziestu pięciu
latach człowiek może naprawdę nie pamiętać szczegółów. Może też pamiętać je inaczej
niż wydarzyły się w rzeczywistości. A czasami może po prostu udawać, że nie
pamięta. I właśnie ta ostatnia możliwość jest w thrillerze najbardziej
niepokojąca.
„Szkoła na wzgórzu” można ostatecznie odczytać
jako opowieść o tym, że prawdy nie da się bez końca zamykać w przeszłości.
Można ją przykrywać kolejnymi latami, milczeniem i pozorną normalnością, ale
wystarczy jedno wydarzenie, aby dawne pytania ponownie stały się aktualne. Najbardziej
przerażające w tej historii nie jest więc samo istnienie tajemnicy. Przerażająca
jest możliwość, że tajemnica mogła przetrwać tak długo, ponieważ komuś zależało
na tym, aby nigdy nie została rozwiązana. Szkoła, która powinna być miejscem
wiedzy, staje się paradoksalnie miejscem niewiedzy. Miejscem, w którym bohater
musi odkrywać to, czego inni nie chcą powiedzieć. A wzgórze, które pozwala
patrzeć dalej, nabiera jeszcze jednego symbolicznego znaczenia. Żeby zobaczyć
prawdę, czasami trzeba wspiąć się ponad przyzwyczajenia, strach i wersję
wydarzeń zaakceptowaną przez większość. Nie każdy jest gotowy to zrobić. Sylwester
Cichy próbuje. I właśnie dlatego jego historia może zainteresować czytelnika
nie tylko jako zagadka kryminalna. Staje się historią człowieka, który trafia
do obcego środowiska i stopniowo odkrywa, że najważniejsze pytanie nie brzmi
już: „Co wydarzyło się w tej szkole?”
Brzmi ono:
„Dlaczego przez tyle lat nikt nie powiedział prawdy?”
„Szkoła na wzgórzu” Pana Sebastiana
Imielskiego jest więc thrillerem opartym nie tylko na tajemnicy, lecz również
na atmosferze nieufności, pamięci i powracającej przeszłości. Pokazuje, że czas
nie zawsze zamyka dawne sprawy. Czasami jedynie przykrywa je kolejnymi
warstwami codzienności. Najbardziej niebezpieczne sekrety nie muszą być
ukrywane w zamkniętych piwnicach czy opuszczonych budynkach. Mogą istnieć
pośród ludzi prowadzących zwyczajne życie. A najbardziej skutecznym sposobem
ich ochrony nie zawsze jest przemoc. Czasami wystarczy, że odpowiednio wiele
osób zdecyduje się milczeć. Dlatego po lekturze pozostaje pytanie wykraczające
daleko poza samą kryminalną intrygę: czy człowiek, który zna fragment prawdy i
świadomie wybiera milczenie, rzeczywiście pozostaje tylko obserwatorem?
Być może właśnie tutaj znajduje się najmroczniejszy wymiar
„Szkoły na wzgórzu”. Zło nie zawsze potrzebuje wielu ludzi, którzy będą je
czynnie wspierać. Czasami potrzebuje jedynie wystarczająco wielu osób, które
odwrócą wzrok. I dlatego tytułowa szkoła może budzić tak silny niepokój. Nie
jest miejscem całkowicie obcym ani fantastycznym. Przeciwnie – jest niepokojąco
znajoma. Za jej drzwiami toczą się lekcje i zwyczajne życie. Korytarzami chodzą
uczniowie i nauczyciele. Ludzie rozmawiają, pracują, mają własne problemy i
wracają wieczorami do domów. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim znajduje się
historia, której przez lata nie udało się opowiedzieć do końca. Najstraszniejsze,
jest bowiem nie to, że szkoła na wzgórzu ma tajemnicę. Najstraszniejsze jest
podejrzenie, że ktoś od dawna zna odpowiedź.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz