„Wołyń przypomina, jak szybko sąsiedztwo może zostać zniszczone przez nacjonalizm, strach i pogardę wobec drugiego człowieka.”
Historia relacji polsko-ukraińskich w pierwszej połowie XX wieku należy do najbardziej skomplikowanych, bolesnych i zarazem najbardziej podatnych na uproszczenia obszarów historii Europy Środkowo-Wschodniej. Jest to historia dwóch narodów, które przez stulecia funkcjonowały w tej samej przestrzeni geograficznej, politycznej i kulturowej, a jednocześnie coraz wyraźniej formułowały własne, często wzajemnie sprzeczne aspiracje narodowe. Wspólne sąsiedztwo nie oznaczało bowiem wyłącznie konfliktu. Oznaczało również codzienność: handel, pracę, życie w tych samych miejscowościach, kontakty rodzinne, wzajemne wpływy językowe i kulturowe. Tym bardziej dramatyczne wydaje się to, że w warunkach wojny, okupacji oraz radykalizacji ideologicznej przestrzeń sąsiedztwa mogła przekształcić się w przestrzeń przemocy.
Książka Pana Bartosza Januszewskiego „Nie tylko Wołyń. Polacy i Ukraińcy – krótka historia najtrudniejszego ćwierćwiecza 1918–1945” podejmuje próbę przedstawienia tego niezwykle trudnego fragmentu wspólnej historii. Już tytuł publikacji zawiera istotną wskazówkę interpretacyjną. Autor nie ogranicza opowieści wyłącznie do Wołynia i wydarzeń 1943 roku. Przeciwnie – zachęca do spojrzenia na tragedię w perspektywie procesu historycznego, którego początki należy umieścić znacznie wcześniej. Aby zrozumieć wydarzenia II wojny światowej, nie wystarczy bowiem rozpocząć opowieści od masowych mordów na ludności polskiej. Konieczne jest przyjrzenie się konfliktom o granice po zakończeniu I wojny światowej, sytuacji ludności ukraińskiej w II Rzeczypospolitej, rozwojowi ukraińskiego nacjonalizmu, działalności Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, polityce państwa polskiego, a następnie konsekwencjom okupacji sowieckiej i niemieckiej. Najważniejszym walorem takiego spojrzenia jest możliwość dostrzeżenia mechanizmów prowadzących do tragedii. Nie oznacza to relatywizowania odpowiedzialności sprawców ani poszukiwania usprawiedliwienia dla zbrodni. Wyjaśnienie genezy wydarzeń i ich usprawiedliwienie są dwiema zupełnie różnymi kategoriami. Historyk powinien pytać nie tylko o to, co się wydarzyło, ale również, dlaczego określone idee mogły zdobyć zwolenników, dlaczego nastąpiła radykalizacja części społeczeństwa i jakie warunki umożliwiły przekształcenie konfliktu politycznego w masową przemoc wobec ludności cywilnej.
Właśnie w takim ujęciu książka Pana Januszewskiego staje się czymś więcej niż opowieścią o konflikcie polsko-ukraińskim. Jest także studium procesów, które pokazują, jak niebezpieczne mogą być nacjonalizm oparty na wykluczeniu, zbiorowe poczucie krzywdy, polityczna radykalizacja oraz przekonanie, że realizacja narodowego celu usprawiedliwia przemoc wobec drugiego człowieka.
Dla polskiej pamięci historycznej rok 1918 posiada znaczenie wyjątkowe. Po 123 latach zaborów Polska odzyskała niepodległość. Data ta kojarzy się z triumfem idei niepodległościowej, odbudową państwa oraz spełnieniem marzeń kolejnych pokoleń Polaków. Nie można jednak zrozumieć konfliktów narodowościowych tego okresu bez zauważenia, że rozpad wielkich imperiów otworzył perspektywę niepodległości także przed innymi narodami Europy Środkowo-Wschodniej. Własne aspiracje państwowe posiadali również Ukraińcy. Problem polegał na tym, że polskie i ukraińskie projekty narodowe obejmowały częściowo te same terytoria. Szczególne znaczenie posiadały Galicja Wschodnia i Lwów. Dla Polaków Lwów stanowił jeden z najważniejszych ośrodków życia narodowego, nauki i kultury. Z miastem związane były polskie tradycje historyczne i instytucje. Jednocześnie dla ukraińskiego ruchu narodowego Galicja Wschodnia była jednym z obszarów, na których miało powstać przyszłe państwo ukraińskie.
Konflikt polsko-ukraiński po zakończeniu I wojny światowej był zatem nie tylko sporem o granicę. Był konfliktem dwóch projektów państwowych, które w pewnych punktach wzajemnie się wykluczały. To niezwykle istotne dla późniejszych wydarzeń. Dla polskiej strony zwycięstwo i utrzymanie tych ziem w granicach II Rzeczypospolitej stanowiło sukces procesu odbudowy państwa. Dla części Ukraińców oznaczało natomiast klęskę własnych aspiracji niepodległościowych. Już w tym momencie powstała fundamentalna różnica pamięci. To samo wydarzenie mogło być przez jedną społeczność postrzegane jako zwycięstwo, a przez drugą jako narodowa porażka. Historia wielokrotnie pokazuje, że takie rozbieżności mogą stać się źródłem długotrwałego napięcia, szczególnie wtedy, gdy nie powstają mechanizmy umożliwiające pokojowe funkcjonowanie różnych grup narodowych w jednym państwie.
Jednym z najważniejszych zagadnień koniecznych do zrozumienia okresu międzywojennego jest wielonarodowy charakter II Rzeczypospolitej. Odrodzona Polska nie była państwem jednolitym narodowo. W jej granicach znajdowały się liczne społeczności ukraińskie, żydowskie, białoruskie, niemieckie i inne. Stawiało to przed państwem ogromne wyzwanie. Należało zbudować wspólną strukturę polityczną obejmującą ludność różniącą się językiem, religią, kulturą, tradycją historyczną oraz poczuciem przynależności narodowej. Zadanie to okazało się niezwykle trudne. Relacje państwa polskiego z ludnością ukraińską były skomplikowane. Obok prób normalizacji stosunków występowały działania prowadzące do narastania poczucia dyskryminacji i marginalizacji części Ukraińców. Spory dotyczyły między innymi szkolnictwa, języka, reprezentacji politycznej, osadnictwa, własności ziemi oraz funkcjonowania ukraińskich instytucji społecznych i kulturalnych.
Szczególnie kontrowersyjnym elementem polityki władz II RP pozostaje pacyfikacja przeprowadzona w 1930 roku na terenie Galicji Wschodniej. Była ona odpowiedzią państwa na akcje sabotażowe ukraińskich nacjonalistów, lecz sposób jej przeprowadzenia prowadził do dalszego wzrostu napięcia między państwem a częścią ludności ukraińskiej. Nie oznacza to jednak, że całe społeczeństwo ukraińskie przyjęło program radykalnego nacjonalizmu. To bardzo ważne rozróżnienie. Społeczność ukraińska była wewnętrznie zróżnicowana. Istniały ugrupowania polityczne poszukujące metod legalnej działalności, środowiska umiarkowane, przedstawiciele duchowieństwa, inteligencji i chłopstwa, którzy nie identyfikowali się z programem terrorystycznym. Redukowanie wszystkich Ukraińców do działalności organizacji nacjonalistycznych byłoby zatem takim samym błędem metodologicznym jak traktowanie całego polskiego społeczeństwa jako jednolitego pod względem politycznym.
Jednym z kluczowych problemów omawianego okresu jest rozwój radykalnego ukraińskiego nacjonalizmu. W 1929 roku powstała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Jej działalność i ideologia miały ogromne znaczenie dla dalszego rozwoju konfliktu. W nacjonalizmie integralnym naród stawał się wartością nadrzędną. Jednostka była podporządkowana interesowi wspólnoty narodowej, natomiast przemoc mogła być postrzegana jako dopuszczalne narzędzie osiągania celów politycznych. Tego rodzaju ideologia stwarzała niezwykle niebezpieczny mechanizm moralny: jeżeli dobro narodu zostaje uznane za wartość absolutną, przeciwnik może przestać być postrzegany jako człowiek posiadający niezbywalne prawa, a zacząć być traktowany jako przeszkoda, którą należy usunąć. W okresie międzywojennym OUN stosowała terror polityczny. Jednym z najbardziej znanych wydarzeń było zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego w 1934 roku.
Wydarzenia tego rodzaju pogłębiały konflikt. Państwo odpowiadało represjami, represje mogły wzmacniać poczucie krzywdy, a poczucie krzywdy stawało się argumentem wykorzystywanym przez radykałów. Powstawał mechanizm wzajemnego zaostrzania stanowisk. Właśnie ten aspekt historii wydaje mi się szczególnie istotny. Wielkie tragedie rzadko rozpoczynają się w chwili oddania pierwszego strzału. Zaczynają się wcześniej – od języka, ideologii i sposobu opisywania drugiego człowieka. Najpierw powstaje podział na „nas” i „ich”. Następnie „oni” stają się odpowiedzialni za nasze problemy. Później zostają przedstawieni jako zagrożenie. Wreszcie pojawia się przekonanie, że usunięcie ich jest warunkiem osiągnięcia dobra własnej wspólnoty. Jest to jeden z najbardziej uniwersalnych wniosków płynących z historii polsko-ukraińskiej pierwszej połowy XX wieku.
Wybuch II wojny światowej całkowicie zmienił sytuację na ziemiach zamieszkanych przez Polaków i Ukraińców. We wrześniu 1939 roku Polska została zaatakowana przez Niemcy, a następnie przez Związek Sowiecki. Państwo polskie utraciło kontrolę nad swoim terytorium, a mieszkańcy wschodnich województw II RP znaleźli się pod okupacją sowiecką.
Rozpad państwa miał konsekwencje wykraczające daleko poza zmianę administracji. Zniszczone zostały dotychczasowe struktury społeczne, polityczne i prawne. Okupacja sowiecka przyniosła represje, aresztowania, deportacje oraz terror skierowany przeciwko osobom uznawanym za przeciwników nowego systemu.
W takich warunkach wcześniejsze konflikty narodowościowe zaczęły funkcjonować w zupełnie nowym otoczeniu. Wojna nie stworzyła wszystkich istniejących wcześniej uprzedzeń i konfliktów, lecz radykalnie zwiększyła możliwość ich brutalnego ujawnienia. Prawo przestało chronić obywatela. Państwo przestało istnieć. Życie ludzkie gwałtownie straciło wartość.
Po niemieckim ataku na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku sytuacja ponownie uległa zmianie. Na terenach zamieszkiwanych przez Polaków i Ukraińców rozpoczęła się okupacja niemiecka, której brutalność jeszcze bardziej pogłębiła proces rozpadu dotychczasowego porządku. Należy pamiętać, że była to przestrzeń, w której w krótkim czasie dochodziło do masowych zbrodni dokonywanych przez dwa totalitarne reżimy. Holocaust doprowadził do zagłady społeczności żydowskiej, która przez pokolenia stanowiła integralną część wielu miast i miasteczek regionu. Niemiecki terror dotykał również Polaków i Ukraińców. Z kolei represje sowieckie pozostawiły głęboką traumę wśród mieszkańców tych ziem. W takiej rzeczywistości przemoc zaczęła być traktowana jako element codzienności Najbardziej dramatycznym fragmentem historii przedstawianej przez Pana Januszewskiego pozostają wydarzenia związane z masowymi mordami na polskiej ludności cywilnej.
Wołyń stał się symbolem tej tragedii. W 1943 roku doszło tam do kulminacji antypolskiej akcji prowadzonej przez Ukraińską Powstańczą Armię oraz struktury ukraińskiego podziemia nacjonalistycznego. Celem stała się polska ludność cywilna zamieszkująca region. Szczególnie tragicznym symbolem pozostaje 11 lipca 1943 roku, określany jako „krwawa niedziela”, kiedy zaatakowano liczne polskie miejscowości. Istota tej tragedii polegała na tym, że ofiarami nie byli przede wszystkim żołnierze uczestniczący w regularnych działaniach wojennych. Ginęli cywile: kobiety, dzieci, osoby starsze, całe rodziny. Niszczone były społeczności istniejące na tych terenach od pokoleń. W tym miejscu szczególnie ważne staje się rozróżnienie pomiędzy konfliktem zbrojnym a zbrodnią skierowaną przeciwko ludności cywilnej. Wojna sama w sobie jest tragedią, jednak nawet wojna posiada określone granice. Celowe atakowanie bezbronnej ludności ze względu na jej narodowość stanowi przekroczenie jednej z najbardziej fundamentalnych granic moralnych. Jednocześnie tytuł książki Pana Januszewskiego przypomina: „Nie tylko Wołyń”. Tragedia nie ograniczyła się bowiem do jednego regionu ani do jednego momentu. Antypolska przemoc objęła również inne obszary, przede wszystkim Małopolskę Wschodnią. Jeżeli pamięć zostanie ograniczona wyłącznie do jednego miejsca, możemy nie dostrzec pełnego charakteru procesu, którego celem było usunięcie polskiej ludności z terenów uznawanych przez nacjonalistów ukraińskich za przyszłe ziemie państwa ukraińskiego.
Jednym z największych wyzwań związanych z opisywaniem konfliktów narodowościowych jest właściwe określenie odpowiedzialności. Z jednej strony konieczne jest jednoznaczne wskazywanie sprawców, organizacji i ideologii odpowiedzialnych za zbrodnie. Próba budowania pojednania poprzez przemilczanie faktów prowadzi do fałszu historycznego i jest niesprawiedliwa wobec ofiar. Z drugiej strony równie niebezpieczne jest przenoszenie odpowiedzialności sprawców na cały naród. Nie każdy Ukrainiec był członkiem OUN czy UPA. Nie każdy popierał mordowanie Polaków. Historia zna przypadki Ukraińców, którzy ostrzegali polskich sąsiadów, pomagali im w ucieczce, ukrywali zagrożonych, dostarczali żywność, a niekiedy płacili za taką pomoc własnym życiem. Ich historie mają ogromne znaczenie. Pokazują bowiem, że nawet w rzeczywistości zdominowanej przez terror człowiek nie zostaje całkowicie pozbawiony możliwości wyboru. Można podporządkować się ideologii, ale można jej również odmówić. Można uznać sąsiada za wroga tylko dlatego, że należy do innego narodu, ale można również zobaczyć w nim człowieka. To jedna z najważniejszych lekcji moralnych płynących z historii tego okresu.
Pełny obraz konfliktu wymaga również uwzględnienia polskich działań odwetowych. W odpowiedzi na ataki powstawały polskie oddziały samoobrony, działała Armia Krajowa i inne struktury podziemia. Dochodziło również do akcji odwetowych, podczas których ginęła ukraińska ludność cywilna. Fakt ten powinien być obecny w rzetelnym opisie historii. Nie oznacza jednak automatycznego zrównania wszystkich działań ani rezygnacji z analizy ich skali, przyczyn i celów. Zadaniem historyka nie jest stworzenie wygodnego rachunku, w którym każdej zbrodni jednej strony należy koniecznie przyporządkować identyczną zbrodnię drugiej. Historia wymaga większej precyzji. Trzeba analizować konkretne wydarzenia, ich sprawców, ofiary, intencje oraz okoliczności.
Jednocześnie właśnie działania odwetowe pokazują jeden z najbardziej tragicznych mechanizmów konfliktów etnicznych. Zabójstwo wywołuje potrzebę odwetu. Odwet staje się uzasadnieniem kolejnego odwetu. Odpowiedzialność konkretnego sprawcy zostaje zastąpiona odpowiedzialnością zbiorową. W pewnym momencie ludzie zaczynają ginąć nie dlatego, że cokolwiek zrobili, lecz dlatego, że należą do określonego narodu. Wtedy konflikt polityczny zamienia się w katastrofę moralną Jednym z najbardziej przejmujących aspektów refleksji nad wydarzeniami lat 1918–1945 jest uświadomienie sobie, że za pojęciami takimi jak „konflikt narodowościowy”, „czystka etniczna”, „akcja odwetowa” czy „wysiedlenie” kryją się konkretne ludzkie doświadczenia. Historia operuje liczbami. Liczby są konieczne, ponieważ pozwalają określić skalę wydarzeń. Jednocześnie posiadają pewną wadę – przy bardzo dużych wartościach człowiek przestaje być zdolny do wyobrażenia sobie rzeczywistego wymiaru tragedii. Za każdą liczbą znajdował się jednak człowiek. Ktoś miał rodzinę. Ktoś budował dom. Ktoś planował przyszłość swoich dzieci. Ktoś pracował na roli, ktoś prowadził sklep, ktoś był nauczycielem, księdzem, rzemieślnikiem. Ludzie ci nie postrzegali własnego życia jako fragmentu przyszłego podręcznika historii.
Właśnie dlatego pamięć o ofiarach powinna mieć charakter nie tylko statystyczny, lecz również indywidualny. W przeciwnym razie istnieje ryzyko, że ofiary staną się wyłącznie argumentem używanym w sporach politycznych Książka Pisarza prowokuje również do refleksji nad współczesną rolą historii. Historia polsko-ukraińska nie zakończyła się przecież w 1945 roku. Wydarzenia z pierwszej połowy XX wieku pozostawiły pamięć przekazywaną w rodzinach i społecznościach. Dla potomków ofiar nie jest to wyłącznie abstrakcyjny problem naukowy. Jest to historia ich rodzin. Dlatego oczekiwanie, że trudne wydarzenia zostaną po prostu zapomniane w imię współczesnych interesów politycznych, jest nie tylko nierealistyczne, lecz również moralnie wątpliwe. Pojednanie nie może oznaczać amnezji.
Jednocześnie pamięć nie może stać się usprawiedliwieniem dla współczesnej nienawiści. To niezwykle trudna równowaga. Dzisiejszy człowiek nie ponosi osobistej odpowiedzialności za zbrodnie dokonane przez osoby należące kilkadziesiąt lat wcześniej do tego samego narodu. Odpowiedzialność karna i moralna za konkretne czyny należy do ich sprawców. Współczesne społeczeństwa posiadają natomiast odpowiedzialność innego rodzaju – odpowiedzialność za sposób, w jaki odnoszą się do własnej historii. Mogą ją badać. Mogą o niej mówić. Mogą upamiętniać ofiary. Mogą również przyznać, że w historii własnej wspólnoty istniały wydarzenia, z których nie można być dumnym. Dojrzałość historyczna narodu nie polega przecież na przekonaniu, że jego przedstawiciele zawsze byli wyłącznie bohaterami i ofiarami. Polega na zdolności przyjęcia również prawdy niewygodnej To jedno z najważniejszych pytań, jakie pojawia się podczas lektury publikacji dotyczących konfliktów polsko-ukraińskich. Odpowiedź powinna brzmieć: nie tylko można, ale trzeba.
Jeżeli chcemy zapobiegać podobnym tragediom, musimy wiedzieć, jakie procesy do nich prowadzą. Nie wystarczy stwierdzić, że sprawcy byli źli. Trzeba również pytać, dlaczego określona ideologia zdobyła wpływy, dlaczego zwykli ludzie godzili się na przemoc, dlaczego sąsiedzi występowali przeciwko sąsiadom i w jaki sposób wojna niszczyła wcześniejsze normy moralne. Zrozumienie tych procesów nie zmniejsza odpowiedzialności sprawców. Przeciwnie – pozwala lepiej zrozumieć naturę odpowiedzialności. Człowiek nie staje się sprawcą masowej przemocy w społecznej próżni. Wcześniej ktoś tworzy ideologię. Ktoś wskazuje wroga. Ktoś rozpowszechnia propagandę. Ktoś przekonuje, że przemoc jest konieczna. Ktoś przestaje reagować na pierwsze przypadki łamania norm. Dlatego zbrodnie masowe posiadają swoją historię jeszcze zanim zostaną popełnione. Tytuł książki Pana Bartosza Januszewskiego można interpretować na kilku poziomach.
Najbardziej oczywiste znaczenie ma charakter geograficzny. Tragedia polskiej ludności podczas II wojny światowej nie ograniczała się wyłącznie do Wołynia. Istnieje jednak również znaczenie historyczne. „Nie tylko Wołyń” oznacza: nie tylko rok 1943. Nie tylko UPA. Nie tylko masowe mordy. Jeżeli chcemy zrozumieć tragedię, musimy zobaczyć wcześniejsze konflikty o granice, doświadczenie II Rzeczypospolitej, radykalizację nacjonalistyczną, działalność terrorystyczną, represje państwowe, okupację sowiecką, okupację niemiecką oraz stopniową destrukcję norm społecznych. Jest również trzecie znaczenie – moralne. Nie tylko sprawcy. Nie tylko ofiary. Również świadkowie, ludzie ratujący innych, osoby odmawiające uczestnictwa w przemocy, rodziny próbujące przetrwać pomiędzy walczącymi stronami. Historia jest zawsze bardziej skomplikowana niż polityczny slogan. Najważniejszym wnioskiem, jaki można wyprowadzić z lektury książki Januszewskiego, jest dla mnie świadomość, że przemoc masowa nie rozpoczyna się nagle. Najpierw zmienia się język. Człowiek przestaje być człowiekiem, a staje się przedstawicielem grupy. Nie jest już Janem czy Mykołą, sąsiadem, kolegą ze szkoły czy człowiekiem mieszkającym w domu obok. Staje się „Polakiem”, „Ukraińcem”, „wrogiem”, „okupantem”, „zdrajcą”.
Następnie pojawia się zbiorowa odpowiedzialność. Jeżeli przedstawiciel danej grupy popełnił zbrodnię, winni zaczynają być wszyscy. Jeżeli ktoś został skrzywdzony przez przedstawiciela innego narodu, każdy przedstawiciel tego narodu może zostać uznany za potencjalny cel odwetu. To moment niezwykle niebezpieczny. Znika odpowiedzialność indywidualna, będąca jednym z fundamentów moralności i prawa. W jej miejsce pojawia się logika plemienna. Historia Wołynia pokazuje, do czego taka logika może doprowadzić.
Czytając o wydarzeniach sprzed kilkudziesięciu lat, łatwo uznać je za zamknięty rozdział. Byłoby to jednak zbyt proste. Historia nie powtarza się mechanicznie, ale mechanizmy społeczne mogą powracać. Również współczesny świat zna język nienawiści, radykalizację, propagandę, dzielenie społeczeństw na „nas” i „ich”, tworzenie stereotypów narodowych oraz przypisywanie całym grupom odpowiedzialności za działania jednostek. Dlatego poznawanie historii konfliktu polsko-ukraińskiego powinno mieć wymiar nie tylko poznawczy, lecz także obywatelski. Historia uczy nas rozpoznawać moment, w którym patriotyzm przestaje oznaczać miłość do własnej ojczyzny, a zaczyna oznaczać pogardę dla cudzej. To fundamentalna różnica. Można kochać własny kraj bez nienawiści wobec sąsiada. Można pielęgnować własną kulturę bez negowania cudzej. Można pamiętać o własnych ofiarach bez uznawania współczesnych przedstawicieli innego narodu za winnych zbrodni dokonanych przez poprzednie pokolenia.
„Nie tylko Wołyń. Polacy i Ukraińcy – krótka historia najtrudniejszego ćwierćwiecza 1918–1945” Pana Bartosza Januszewskiego jest książką dotyczącą historii szczególnie trudnej, ponieważ dotyka zarówno polityki, ideologii i wojny, jak i najbardziej osobistego wymiaru ludzkiego cierpienia. Największą wartością publikacji jest osadzenie tragedii Wołynia w szerszym kontekście historycznym. Dzięki temu wydarzenia lat 1943–1944 nie jawią się jako nagły, niezrozumiały wybuch przemocy, lecz jako kulminacja procesów rozwijających się przez wcześniejsze dziesięciolecia. Nie oznacza to, że wcześniejsze konflikty usprawiedliwiały późniejsze zbrodnie. Nic nie usprawiedliwia świadomego mordowania bezbronnej ludności. Jednak bez poznania wcześniejszej historii nie jesteśmy w stanie zrozumieć, jak społeczeństwa dochodzą do momentu, w którym rzeczy wcześniej niewyobrażalne zaczynają być przedstawiane jako dopuszczalne. Historia polsko-ukraińska lat 1918–1945 pokazuje również dramatyczną cenę niespełnionych aspiracji narodowych, błędów politycznych, radykalnych ideologii, wojny i upadku struktur państwowych. Pokazuje, jak łatwo konflikt polityczny może przekształcić się w konflikt społeczny, a następnie w przemoc wymierzoną w zwykłych ludzi. Jednocześnie nie jest to historia pozbawiona przykładów człowieczeństwa. Obok sprawców byli ludzie, którzy ratowali sąsiadów. Obok nienawiści istniała solidarność. Obok podporządkowania się przemocy pojawiała się odmowa uczestnictwa w niej. Właśnie te indywidualne wybory przypominają, że historia nie jest abstrakcyjną siłą działającą niezależnie od ludzi. Tworzą ją konkretni ludzie poprzez swoje decyzje.
Dlatego pamięć o wydarzeniach Wołynia, Galicji Wschodniej i innych miejsc naznaczonych konfliktem powinna służyć przede wszystkim ofiarom. Nie powinny one być wykorzystywane jako argument przeciwko współczesnemu narodowi ukraińskiemu, ale nie powinny również zostać zapomniane w imię aktualnej polityki. Prawda i pojednanie nie są pojęciami przeciwstawnymi. Przeciwnie – pojednanie, które wymaga przemilczenia prawdy, pozostaje pojednaniem pozornym. Dojrzałe relacje między narodami wymagają zdolności do rozmowy również o wydarzeniach, które są bolesne, niewygodne i mogą prowadzić do sporów. Warunkiem takiej rozmowy powinno być jednak odrzucenie zarówno relatywizowania zbrodni, jak i odpowiedzialności zbiorowej.
Po lekturze książki Januszewskiego pozostaje zatem nie tylko wiedza dotycząca wydarzeń z lat 1918–1945, lecz również fundamentalne pytanie o sposób korzystania z historii. Czy pamięć ma służyć podtrzymywaniu dawnych konfliktów? Czy może stać się fundamentem bardziej odpowiedzialnej przyszłości? Wydaje się, że największym obowiązkiem wobec ofiar jest nie tylko zapamiętanie ich cierpienia, lecz również zrozumienie mechanizmów, które do tego cierpienia doprowadziły. Nie jesteśmy w stanie zmienić przeszłości. Nie możemy przywrócić życia zamordowanym ani cofnąć wydarzeń, które na dziesięciolecia zatruły relacje polsko-ukraińskie. Możemy jednak zdecydować, w jaki sposób będziemy o tej historii mówić. Możemy używać jej jako broni. Możemy również potraktować ją jako ostrzeżenie. Drugie rozwiązanie wydaje się znacznie trudniejsze, ponieważ wymaga jednocześnie pamięci, odwagi, uczciwości i zdolności do dostrzegania człowieka również po drugiej stronie narodowego konfliktu. Jest jednak jedyną drogą, która nadaje historycznej pamięci głębszy sens. W tym właśnie widzę szczególną wartość książki „Nie tylko Wołyń”. Przypomina ona, że za wielkimi hasłami politycznymi zawsze znajdują się ludzie, a konsekwencje radykalnych ideologii ostatecznie ponoszą najczęściej ci, którzy sami nie decydowali o polityce. Historia najtrudniejszego ćwierćwiecza stosunków polsko-ukraińskich powinna więc pozostać nie tylko przedmiotem badań historyków, lecz także ważną lekcją dla kolejnych pokoleń.
Lekcją mówiącą, że pamięć jest konieczna, prawda nie powinna podlegać negocjacjom, odpowiedzialność musi być nazywana po imieniu, ale dziedziczenie nienawiści nie jest obowiązkiem następnych pokoleń. Być może właśnie na tym polega najdojrzalsza forma pamięci historycznej: pamiętać o krzywdzie, oddać sprawiedliwość ofiarom, uczciwie mówić o sprawcach, a jednocześnie nie pozwolić, aby tragedia przeszłości stała się źródłem nowych tragedii.
Książkę do recenzji otrzymałam od Instytutu Pamięci Narodowej